<-- -->

Free Web Hosting : Free Hosting : Troubled Teens : Report Abuse


ZĘBY W AKCJI droga dyskutanci święta zabawa powrót

Czy wasze psy kiedykolwiek sie pogryzly? Mysle o doroslych, starszych niz 2 lata, RR. I jak wtedy reagowaliscie? Jakos z przerazeniem mysle o takiej mozliwosci z Denarem w roli glownej.
Wcale sie Tobie nie dziwie. Niektorzy mowia, aby nie probowac rozdzielac gryzacych sie psow, bo wtedy pogarsza sie tylko sytuacje. Z jednej strony chyba maja racje, bo co mozna wtedy zrobic? Ale niech sie wypowiedza wlasciciele starszych psow.
Nie mam doswiadczenia z bojkami rodezjanowymi, ale przez walki przeszlam z moja suka Asta ktora jest mieszancem - znajda. Suki chyba maja troche inne podejscie do walk, niemniej nie zdarzyla mi sie bojka o krwawym (albo raczej BARDZO krwawym ;)) zakonczeniu. Raz Asta stracila zab... Przewaznie po prostu puszczalam smycz i szlam w innnym kierunku a psy same sie dogadywaly. Najbardziej mnie denerwuje zawsze zachowanie tego drugiego wlasciciela. Suka leci w nasza strone, a wlasciciel za nia jakby myslal ze ja dogoni i zlapie. Gdyby tego nie robil, wszystko potoczyloby sie o wiele lagodniej - jestem tego pewna. Generalnie moja Asta jest niekonfliktowa, jest kilka nie wiecej jak 5 suk na osiedlu ktore omijam z daleka, bo walka bylaby nieunikniona. Niedaleko mnie mieszka facet, ktory ma ekipe wyzlow niemieckich, wszystkie sa niesamowicie grzeczne i swietnie ulozone. On zawsze je prowadzie na smyczach, po kilka na raz zeby przejsc kawalek dalej na pobliskie pola, i czasem go spotykam. W trakich momentach bardzo zaluje ze nie moge jej po prostu puscic, zeby do nich pobiegla, bo po jej zachowaniu widze, ze szczeka tylko dlatego ze ich nie zna, jest ich duzo no i tez szczekaja. Ale przeciez nie moge tak po prostu puscic psa "na faceta", mimo ze wiem ze one by sobie pogadaly i juz wiecej by na siebie nie wrzeszczaly. No ale coz, nie zawsze mozna zrobic to co dla psa byloby najlepsze, wiec omijam to stadko. Z reguly nie trace zimnej krwi, a podstawowa zasada jest znac swojego psa i umiec odczytywac jego reakcje, wtedy wiadomo czego sie spodziewac. To przeciez nie sa pitbule zeby sie zagryzac dla zasady. Tylko, ze nigdy nie wiadomo, czy ten DRUGI pies ma rowno pod sufitem, a raczej jego pan...
Bylam na spacerze z Bagim. Szlam z nim na smyczy, gdy w pewnej chwili podbiegl do nas dalmatynczyk. Zaczal sie z Bagim obwachiwac tu i tam ;-) W koncu dalmatynczyk caly sie zjezyl i zaczal powarkiwac, co mi sie nie bardzo spodobalo, wiec wzrokowo odnalazlam wlascicielke psa i dalam jej to do zrozumienia. Ona odwolala psa na kilka metrow, ale ten po chwili znow byl przy nas. Dalmatynczyk warczy- Bagi nic, dalmatynczyk proboje zajsc Bagisia z tylu- Bagi nic... tylko obserwuje zachowanie tamtego. Ja juz troche w nerwach, bo Bagisiowy ogonek uniosl sie w gore,a na ciele widac bylo poszczegolne, napiete miesnie... Bagi zrobil sie duuuuzy :-) Spojrzalam znowu na wlascicielke tamtego malo przyjemnego psa (ktora zdazyla sie juz zblizyc,i byla tak 5m od nas), i spokojnym glosem zapytalam czy moglaby zabrac swojego psa. A ona do mnie, ze jej pies tylko dominuje i chce pokazac mojemu kto tu rzadzi. Co za bezczelnosc! Zaczelam z nia prowadzic troche malo przyjemna rozmowe, a ona sie caly czas glupkowato usmiechala- jak ja nie cierpie takich ludzi. Jednym okiem obserwowalam Bagisia, jednym ja. kiedy ja juz prawie wybuchlam, Bagilla rozwiazal caly problem. W momencie, gdy dalmatynczyk probowal go "potraktowac jak suczke" ;-) Ten zrobil skok,zwrot, blysnely zeby (tylko blysnely) uslyszalam warczenie a dalmatynczyk lezal na ziemi. Wygralismy! ;-) Nie wiem, czy Bagi w pelni wiedzial co sie wydarzylo, bo cala sytuacja trwala chwile, a na koniec Bagi spojrzal na mnie, niepewnie, jakby sam nie wiedzial czy dobrze zrobil. Ja mu dalam do zrozumienia, ze dobrze- w koncu nie ugryzl tamtego, pokazal mu tylko kto tu rzadzi ;-)
Tylko dominuje! Co za glupota! I sam fakt, ze sie zblizala jest glupota. Powinna odwolywac psa i odchodzic, nawet biegiem. Psy, czujac "wsparcie" we wlascicielu nieraz atakuja gdy wlasciciel jest tuz za nimi.
Bagi zachowal sie wspaniale! Gratulacje, masz Ewelino zsocjalizowanego psa.

Bezczelnosc rzeczywiscie, ale zrobilas podstawowy blad, przynajmniej tak to odbieram. Mianowicie zaprosilas pania do interwencji. Ja bym zaprosila pania do zrobienia "w tyl zwrot". Kiedy psy sa obok siebie, za pozno na wtracanie sie. Po prostu odejdz. I mimo, ze tak skrytykowalas owa pania ciesz sie, ze nie trafilo na panikare, ktora natychmiast wylecialaby z kijem badz z wrzaskiem do psow. Takie perelki tez sie zdarzaja. Miedzy psami narasta napiecie. Z kazda sekunda. Kiedy nikt sie nie wtraca w ich dialogi, z reguly wszystko gra, bo napiecie pryska w wyniku takiego czy innego rozwiazania miedzy nimi. Kiedy jednakze panie im bzycza nad uszami, tudziez sa zbyt blisko i pies wyczuwa gniew, zlosc, cokolwiek co go "zapala", nie wytrzyma i wykona ruch, ktorego w przciwnym razie by nie zrobil. Drugi odczytuje to odpowiednio i zaczyna sie.
Ale wtedy wystarczylo wziac psa na smycz, badz chociaz za kolczatke i odejsc.
To najgorsze z mozliwych wyjsc i zupelnie niepotrzebne. Jezeli pies nie wraca do wlasciciela, ma "sprawy do zalatwienia" z drugim i trzeba pozwolic mu to zrobic. Jakbys sie czula, gdybys spotkala sie z kims w jakiejs sprawie, ktora musi byc zalatwiona, a tu pojawilaby sie np, Twoja mama i bez pardonu wyciagnela Cie za reke z pomieszczenia nie dajac najmniejszej szansy na jakiekolwiek wyjasnienia?
Owszem, czasami ten ktos mogly Cie zaatakowac nozem, ale prawdopodobienstwo wystapienia tej sytuacji, moim skromnym zdaniem ma sie tak samo do ludzi, jak i do psow. Chyba, ze znajdujesz sie w towarzystwie przypadkowo spotkanego mezczyzny, samotnie i po zmroku. Tu sie klaniaja obserwacyjne wnioski z mojego nastepnego punktu.
A moze ona po prostu dobrze znala swojego psa i wiedziala, ze nie ma powodu do strachu? Sama tak czesto robie, wole sie trzymac z boku niz lapac psa, bo to z pewnoscia spowoduje "akcje"
Nie wiem, czy znala swojego psa. Ja go nie znalam na pewno. Ona nie powiedziala po prostu- ze jej pies nic nie zrobi mojemu.Wrecz przeciwnie, wygladalo, ze ma satysfakcje z tego jak sie zachowywal jej pies. Tamten mial-jak na moj gust- z 4-5 lat (Bagi skonczyl niedawno rok). A z jej strony (z wyjatkiem tego pierwszego zawolania) nie bylo zadnej proby przerwania starcia.Chocby oddalania sie i wolania go, chociaz w tym momencie jeszcze wystarczyloby zwyczajne odciagniecie- co zreszta zrobila niesamowicie szybko, gdy Bagi go rozlozyl.Ciekawe dlaczego ;-) Poza tym w koncu nie znala mojego-a mimo ze mlodszy, byl od tamtego wiekszy. A ja sie denerwowalam, bo Bagiego reakcji tez nie potrafilam do konca przewidziec. Dalmatynczyk Szukal zwyczajnie guza. Na szczescie nie byl glupi i zrezygnowal po pierwszej rundzie ;-) Ale gdyby nie zrezygnowal? :-(
Nie moge sie zgodzic z Twoja ocena. Dalmatynczyk wcale nie szukal guza. Spotkal samca i chcial mu powiedziec:" maly, spadaj, pokaze ci, ze ja tu rzadze", co robi zdecydowana wiekszosc psow. Taka jest samcza natura - maja cieczki pod nosem, spacery na swoje ulubione i znane tereny - musza o swej "wlasnosci" powiadomic inne. D. zrobil to w jedyny dobry sposob, a wiec nie zaczal klapac szczekami w stosunku do malolata, ale na niego wlazl - w jedynej formie bezinwazyjnej oceny przeciwnika. Dowiedzial sie, co przeciwnik potrafi i zrozumial. Okazal sie zrownowazonym, spokojnym i uleglym psem. Zycze Wam, zebyscie spotykali tylko takie.
No brawo. O to przeciez chodzilo. Dalmatynczyk dowiedzial sie, kto tu rzadzi, i przy nastepnaym spotkaniu prawdopodobnie nie bedzie juz taki hardy. ja jestem zdania, ze psie problemy powinny miedzy soba rozwiazywac psy, a nie my - ludzie. One same najlepiej wiedza co i jak, a my mozemy sie tylko domyslac jakie sa ich intencje. Przewaznie ludzkie proby interweniowanie kloca sie zupelnie z "psimi" zasadami i jeszcze pogarszaja sprawe.
Z jednej strony zgadzam sie z toba, ale uwazam, ze jezeli do jakies bojki moze nie dojsc- to niech nie dochodzi. Nic nie poradze jesli Bagi wyrwie na 20 metrow do przodu do jakiegos psa i zaczna walke, ale kiedy stoi bardzo blisko mnie, bede sie starala ja przerwac.Moge doskonale znac mojego psa, ale nigdy nie wiem jak sie zachowa ten drugi.
Poza tym nie wyobrazam sobie co by bylo, gdyby Bagiemu stalo sie cos.

Moim zdaniem to blad i w postepowaniu z Paskiem zapewne doprowadzilby do tragedii. Tymczasem brak jakiejkolwiek interwencji perfekcyjnie zdaje egzamin. Zwlaszcza, ze do walki tym klapaniom daleko.
Troche sie nie tak wyrazilam. Kiedy juz zacznie sie starcie, to watpie czy cokolwiek bym osiagnel probujac je przerwac. Po prostu postaram sie do tego nie dopuscic.
Czasem zdenerwowanie pana udziela sie psu, i jesli on widzi ze ty denerwujesz sie na widok jakiegos zblizajacego sie psa, zrobi to samo bo mysli ze dzieje sie cos zlego, a moze mysli "pani sie boi, musze go przepedzic" albo cos w tym rodzaju. To w koncu samiec, silny charakterek i terytorialista. Niech sobie poustawia psy z najblizszego podworka zeby wszystko bylo jasne, w ten sposob unikniesz bojek.
Z moich obserwacji (niezbyt bogatych) wynika, ze one swietnie sie komunikuja z psami i potrafia rozwiazywac konflikty. To w koncu nie jest pies ktory szuka zaczepki, a raczej z natury jej unika. Powodzenia!
Dzieki. Ja sie ogromnie z tego ciesze :-))). Jest jeszcze wiele niedociagniec z wychowaniem mojego urwisa, ale pod tym wzgledem (na razie ;-)) nie moge mu nic zarzucic.
To byla jedna jedyna jak dotad sytuacja kiedy warczenie Bagilli nie byla oznaka dobrej zabawy, ale wole zeby podobna sie nie powtorzyla.
A to olbrzymi skarb!
Czysta i klasyczna sytuacja i jednoczesnie zapowiedz dla Ciebie: Bagi nie da sobie w kasze dmuchac. Niestety, powtorzy sie i to nie raz. Przed Toba cale lata zycia Twego psa i chcac nie chcac musisz sie do tego przyzwyczaic.
Pocieszacie mnie ;-) Niestety zdaje sobie sprawe z tego, ze Bagi przestaje byc szczeniakiem.
Zycze Ci silnych nerwow.
Zachowac zimna krew wcale nie bedzie latwo, gdy Bagi bedzie sie wymienial z jakims psem usmiechami pelnymi zebow.
Trzy razy dziennie wychodze z "zapalnikiem" na dwor. Mam to na codzien. Nauczylam sie uprzedzac Paska reakcje, folgowac mu w odpowiednich momentach, omijac "przeszkody", itd. Spacer z psem stal sie spacerem Z PSEM. Nie moge chodzic z glowa w chmurach, a musze miec oczy dookola glowy. Ale do wszystkiego mozna sie przyzwyczaic.
Nie ludzcie sie, ze Wasze psiaki pozostana swietnymi kumplami dla wiekszosci innych spotykanych samcow, bo tak najprawdopodobniej nie bedzie. I niech Was nie rozczarowuja tego typu reakcje, bo jest to zupelnie normalne. Psy wiedza, co do siebie mowia spojrzeniem, cialem, mimika - my tego nie wiemy. Trzeba zaczac uwazac na obecnosc innych "chlopakow".
Zazdroszcze takiego zachowania Bagiego. Nie jestem pewna czy w przypadku Loba skonczylo by sie tylko na straszeniu. Mialam podobna sytuacje, z sznaucerem srednim, Lobo byl wtedy mlodszy i udalo mi sie nad nim zapanowac, tamten pies mimo, ze zostal przez mojego porzadnie postraszony w dalszym ciagu sie rzucal, wlascicielka nie reagowala. Podczas spacerow i spotkan z innymi psiakami widze, ze moj Lobo dobrze to sobie zapamietal.
Moglabys nam opisac to zdarzenie?
Z tym sznaucerem spotykalismy sie czesto na spacerze , zawsze się rzucal . Kiedy Lobo miał siedem czy osiem miesięcy ,nie przeszkadzało mu to ,biegał wokół tego nerwusa zapraszając do zabawy i unikajac klapniec szczeką. W momencie kiedy zauważylam, ze mojemu psu zaczyna to przeszkadzac ,zaczelismy unikac tego psiaka , tym bardziej , ze wlascicielka sznaucera najwyraźniej uwazala ,ze dla jej psa jest to wspaniala zabawa. Potem mielismy pare spotkan na smyczy tzn. Lobo byl na smyczy i wtedy komenda siad, spokoj zalatwiala sprawe. Wlascicielka w dalszym ciagu uwazala to za swietna zabawe ,na moja prosbe (grzeczna i spokojna) zeby zabrala psa odpowiedziala "przecierz on nic nie robi".
Az kiedys przyszedl dzien kiedy Lobo byl spuszczony a ja nie zauwazylam panci z pieskiem .Sznaucer widzac mojego psa rzucil sie do niego z zebami . Lobo nie zwracal na mnie uwagi ,moglam sie drzec,uciekac itp. mysle,ze nawet by tego nie zauwazyl, troszke odczekal az tamten podbiegnie i ruszyl, zlapal go, rzucil o ziemie i przytrzymal. Zdolalam zlapac Loba za obroze i odciagnac od psa, ktory jak tylko poczul, ze jest wolny ponowil atak . Ja trzymalam mojego, tamten sie naokolo nas miotal i zanim wlascicielka go zlapala to troche potrwalo. Mysle ,ze Lobo sam byl zaskoczony ta sytuacja i dlatego udalo mi sie go odciagnac .Moj pies mial wtedy rok i trzy miesiace. Od panci sznaucera dowiedzialam sie , ze jak ktos ma duzego i groznego psa to powinien go trzymac na smyczy. Teraz wychodzac na spacer mam oczy dookola glowy , bardzo nie chcialabym zeby taka sytuacja sie powtorzyla.
No i kolejne pytanie sie nasuwa- co by bylo gdyby Kasia odbiegla,a Lobo dokonczylby dziela? Zakladajac, ze nie opanowalby sie w pewnym czasie. Co jakby wyrzadzil jakas powazna krzywde tamtemu. Przeciez nikogo nie obchodziloby, ze sznaucer "terroryzowal" go, gdy Lobo byl szczeniakiem. A jakby Kasce nie udalo sie odciagnac Loba?
Podejrzewam, ze nic. A przynajmniej nic gorszego niz w przypadku odciagania go. Mysle ze proby odciagania psow moga tylko rozjuszyc psa i dodac mu pewnosci siebie. Ale oczywiscie nie mozna sobie usiasc i czekac co sie stanie bo taka sytuacja jest ogromnie stresujaca. Nie sadze zeby pies (w tym przypadku Lobo) byl w stanie powaznie skrzywdzic drugiego. Przewaznie to tylko dla nas ludzi wyglada tak powaznie. Ale tez wiem z doswiadczenia ze maly, zawziety piesek moze byc bardziej szkodliwy niz duzy, bo potrafi sie uwiesic na gardle. Tez przezylam cos takiego z moja suka. Ona nie miala mozliwosci zeby sie pozbyc tego malego gowna z krtani! Musialam jej pomoc, wystarczylo chwycic ta mala za skore na grzbiecie (czy karku, juz nie pamietam) i od razu puscila i spotulniala. Mialam szczescie ze mi sie to udalo, bo jak dwa psy sie szamocza to jest to trudne. Sumujac, nadal jestem zdania ze najlepszym wyjciem, kiedy juz nic innego nie mozna zrobic by uniknac starcia, jest odwrot - pod warunkiem ze drugi pan zrobi to samo.
Przede wszystkim karygodne jest odciaganie wlasnego psa, gdy przeciwnik biega luzem i ma wolne pole manewru. To w kazdym calu niedzwiedzia przysluga i podcinanie mu galezi, na ktorej siedzi! Drugi pies na pewno nie zrezygnuje, chyba ze uda nam sie go jakos zniechecic. Najpierw trzeba dogadac sie z drugim wlascicielem i zareagowac RAZEM. Jezeli wlasciciel jest idiota badz sierota, zaczelabym od odciagania w jego kierunku JEGO WLASNEGO psa.
A mi sia nasuwa inne pytanie: czy Kasia faktycznie odbiegla (krzyk niczego nie polepsza, a wrecz przeciwnie). Lobo zostal zlapany za obroze. Co mogl "powiedziec"sznaucerowi? Klania sie punkt pierwszy, zmodyfikowany, Nie ma wyciagniecia za reke przez mame (pies nie opuscil pola), jest zatkanie ust - pies nie moze sie komunikowac, bo komunikuje sie cialem, w tym przypadku ograniczonym uchwytem.
Generalnie zgadzam sie z Gabi , tak zachowac powinnam sie ja i ten drugi własciciel, a co jeżeli ja odejde a wlasciciel tego drugiego psa nie ? Przeciez moze zarzucic mi , ze chcialam zeby moj pies pogryzl tamtego. Ja wiem , ze powinnam zachowac sie tak a nie inaczej , ale czy ta druga osoba to zrozumie? Niestety nie kazdego wlasciciela interesuje to z czego wynika takie a nie inne zachowanie jego psa.
To juz kwestia Twoich priorytetow. Jezeli bardziej zalezy Ci na opinii wlasciciela, ktory nie reaguje na Twoje prosby rozdzielenia psow badz cofniecia swojego, niz na ranach ktore moze otrzymac od sznaucera nieco ubezwlasnowolniony odciaganiem Lobo, to juz Twoja sprawa. Epitety moga posypac sie w kazdej sytuacji, ale jezeli ktos nie rozumie NORMALNOSCI zachowan dwoch duzych samcow wobec siebie i potencjalnych konfliktow, jakie moga nastapic, powienien sobie sprawic swinke morska. Jego zdanie byloby zdaniem kompletnego ignoranta. Osobiscie bylaby to ostatnia rzecz, ktora bym sie przejela.
Ohh Gabi, to sie tak latwo mowi "odejdz". Ja wiem, ze Bagi to nie jest maly czlowiek. Wiem, ze zwierzeta maja swoja mowe, o ktorej wiemy w rzeczywistosc bardzo malo. Wiem, ze tak zrobic powinnam, ale w sytuacji ekstremalnej czlowiek nie mysli racjonalnie. Wiem, ze to nie byla zadna krwawa jatka. Ale tak jak pisalam, Bagi ma rok i pewnie jeszcze nie raz popelnie ten sam blad, ze strachu :-( Ciezko mi panowac nad emocjami, gdy serce jest w gardle. Bede sie starac.
Tak, wiem. Mi jest zawsze bardzo ciezko, pisalam o tym pare razy. Ale z ogromna satysfakcja znajduje te sytuacje pomocne w rozwiazaniu problemu! Prosze uwierz mi, ze nie wysypuje sobie wszystkich rad czy tez uwag beztrosko i ot, tak z rekawa, jakoby ten szewc co bez butow chodzi. Mam psa, ktory warczy na kazdego innego, gdy jest na smyczy. Nie sposob przejsc spokojnie 2 metry dalej od jakiegokolwiek samca duzej rasy!!! Tym trudniej jest mi "zostawiac" go w sytuacjach pyskiem w pysk z innym, duzym zreszta (w przypadku malych zawsze zapinam Paska, bo mi ich po prostu szkoda). Kiedys to bylo tak, jakby rzucic zapalke na lezaca z tylu sterte dynamitu - wybuchnie czy nie? Teraz, mimo ze ciagle sie denerwuje, sprawdzilam, ze to dziala. "Nie ma" mnie, nic nie powoduje zadnych ograniczen w miedzypsiej komunikacji i zostaje zalatwiona blyskawicznie i bez problemu. Dodam chyba wazny element, a mianowicie fakt, ze uwaznie obserwuje wszystkie okolicznosci - wlasciciela, psa i jego "ubior" (a glownie metale - kolczatka, kaganiec), teren. Ile razy uciekalam z psem z pola (obok Lasu Kabackiego), bo pojawil mi sie duzy pies biegajacy bez swego pana! Kiedys wylazla nam zza ogrodzenia nieuzywanego terenu rottweilerka (duza i spasiona, dlatego ze pierwszym razem myslalam, ze to pies). Momentalnie zarzadzilam "w tyl zwrot" biegiem. Przy okazji naturalnie bawiac sie najlepsze z Paskiem. Z paru powodow - nie widze wlasciciela - w razie nienormalnego psa nie mam nikogo do pomocy w rozdzieleniu dwojga. Po drugie i byc moze, ze wazniejsze - nie wiem, czy pies jest zdrowy na ciele i umysle i nie widze nikogo, kto by mogl to potwierdzic. Ale to sa sytuacje, w ktorych do bezposredniego spotkania nigdy nie doszlo. Zarowno Pasi jak i Safirka reguja na zawolanie natychmiast (prawie zawsze). Ona zreszta duzo szybciej i lepiej.
Jeszcze jedna rzecz: Pasi doskonale poznaje moj ton i stan emocjonalny z nim zwiazany, co widze po jego reakcjach. W zwiazku z czym staram sie go zmylic tonem. Chyba nie dorownuje mu blyskotliwoscia odczuc, bo nie zawsze sie da, ale czasami troche mydle mu oczy. Zalezy mi na tym , aby kojarzyl komende z komenda, a nie okolicznosciami. A jest, skubany, zbyt bystry, aby np. nie zaczac sie rozgladac za innym psem, slyszac odpowiedni ton.
Podsumuje Wasze maile odpowiadajac i wrzucajac swoj punkt widzenia.
1/ Psy wywodza sie od istot stadnych i pokojowych, rozwiazuja problemy miedzy soba. Kazda rana, to w 99% "wypadek przy pracy". Czlowiek sie wtraca i wszystko psuje.
2/ Trzeba psom dac czas i wolna "lape" w rozwiazaniu potencjalnego konfliktu. Zadnych ingerencji, chybaze okaza sie konieczne, a najlepiej spokojnie sie oddalac.
3/ Pokazcie mi 2 normalne psy w sytuacji, kiedy ich wlasiciele oddalaja sie, niemal juz znikajac z pola widzenia, a one "walcza" przez conajmniej 5 minut. Bazujemy na przeroznych opowiadaniach przeroznych ludzi i wlos nam sie jezy na glowie, ale tak naprawde nie wiemy, co wlasicciele wtedy robili, a nie sadze, aby wlasnie to - czyli bagatelizowanie sytuacji i brak ingerencji. Nie robmy z igly widel.

Hmmm.
Gabi, zaden wlasciciel nie bedzie czekal 5 min! Nawet Turid mowila o 20s (z zegarkiem w reku).(...)

Chyba nawet 10 sekundach, ja celowo zwiekszylam czas i odleglosci. Chodzilo mi o wyolbrzymienie konfliktu, czasu jego narastania, jego kulminacji w stosunku do opowiesci, ktore slyszymy.
(...)Generalnie masz racje, tak jak mowisz nalezy NA OGOL postepowac. Ale....Ty caly piszesz o psach o normalnej psychice. Ale tak naprawde psy sa rozne. Np: te wyhodowane do walk za nic sobie maja sygnaly poddancze wysylane przez inne psy - beda walczyc az do zagryzienia przeciwnika, bo im to sprawia frajde. Te nie zsocjalizowane nie rozumieja psiego jezyka, a na zagrozenie (wydumane) reaguja agresja. I takich jest sporo.
Mysle, ze nie zawsze tak bedzie, choc najczesciej rzeczywiscie to bulle albo ONy. Uwazam, ze psi jezyk zna kazdy pies. Byc moze chodzi Ci o CSy i z tym sie zgadzam, sporo jest takich, ktore go nie rozumieja. Pasi do nich nalezy. A jednak udaje mu sie nie dopuscic do konfliktu. Safiri natomiast komunikuje sie IDEALNIE.
4/ Byc moze jest nam ciezko przejsc do porzadku dziennego nad zmianami w zachowaniu naszych samcow, ale de facto mamy w nich wielkie skarby. Ze swym zrownowazeniem i wywazonym temperamentem maja ogromne szanse bezproblemowo rozwiazac potencjalny konflikt. Istnieje na tym swiecie niestety kupa idiotow z wychowanymi przez siebie psiakami (najczesciej typu "bull"). Rodezjan, jego wyglad i gabaryty da takiemu typowi sporo do myslenia (moze niekoniecznie wlasciwe slowo), zanim z satysfakcja pusci swego psa.
No to dodam jeszcze jedna opowiesc: nie mialam wtedy jeszcze Denara a Guy byl w swietnej formie. Jak zwykle rano wracalismy z lak rowerem (Guy bez smyczy, ale na "rownaj" biegl przy rowerze). Z daleka zobaczylismy ONa z wlascicielka, ktorzy na nasz widok zaczeli sie miotac. Spokojnie stanelismy, jakies 50 m od nich, zeby poczekac. I nagle zobaczylam ONa pedzacego jak pocisk w nasza strone i slowa wlascicielki "o Jezu, wymknal mi sie". ON zaatakowal. Walka sie zaczela. ON byl wiekszy i silniejszy niz moj golden. Walka trwala dlugo!!! - bo ja nie moglam zainterweniowac: na rowerze z tylu na foteliku siedzialo moje, dwuletnie wtedy dziecko. Wlascicielka krzyczala nic nie robiac (z daleka od psow). W koncu napatoczyl sie jakis facet ze spanielkiem. Dalam mu rower do potrzymania i popedzilam ratowac Guy'a lezacego na boku i trzymanego za gardlo przez ONa - nie chcial puscic. W koncu kopnelam go w nos - puscil, zlapalam za obroze i odciaglelam do lamentujacej wlascicielki. Gabi, gdybym sobie odjechala, zgodnie z tym co piszesz, Guy by nie zyl!
To NIE JEST zgodne z tym, co napisalam. W zadnym wypadku nie mialam na mysli tego typu sytuacji (patrz: nasze "ucieczki" z potencjalnego pola walki). Ten mail dotyczyl przygody Bagisia, wczesniejszego blyskania zebami Denara (pisalas o tym w "psich bojkach") i generalnie faktu, ze Wasze psy dorastaja, staja sie mezczyznami i takie sytuacje beda sie powtarzac czesciej. Chcialam przedstawic mozliwosci kreowania problemow przez wlascicieli w sytuacjach, kiedy tych problemow nie ma. Wyjasniam tez, o czym pisalam przy okazji moich poprzednich opowiadan o przygodach Paska, ze przez zbagatelizowanie sytuacji nie mam na mysli oddalenia sie z pola widzenia psa ( i zostawienie go swojemu losowi!!!), a zachowanie, jak gdyby nic sie nie dzialo. W kazdej takiej chwili jestem gotowa do natychmiastowej ingerencji! Moja odleglosc od psow wynosi zaledwie kilka metrow. Ale ide naprzod, spokojnie, powoli, moze mowiac cos milym glosem, moze uspokajajac psa, jakby przekazujac mu "kochanie, chcialabym isc dalej, wiec cie zostawie na chwile rozmowy, a ty mnie potem dogonisz". Czyzby tylko Pasi to czul (dodam, ze to wszystko dzialo sie przed sterylizacja)?
Wspomnialam tez o analizie okolicznosci. W takiej sytuacji, jak Twoja z Guyem staralabym sie za wszelka cene obronic psa. Cholera, nie wiem jak. Kijem? Zrobilas wszystko, co moglas zrobic, ciezko w takiej chwili wykoncypowac natychmiastowe rozwiazanie, bo samemu mozna zostac powaznie zranionym, a na to czesto nie mozna sobie pozwolic (Ty na pewno wowczas nie moglas). Zreszta kto by sobie "pozwalal" na celowa zrenienie? Chociaz musze Wam powiedziec, ze kiedy Safirka bywa napastowana "seksualnie" przez duze, biegajace luzem psy, walcze jak lwica i guzik mnie obchodzi, czy zostane ugryziona. Rozmawiam z nimi, kaze im odejsc, odpycham. Byc moze i glupio, ale wzrost adrenaliny tak na mnie dziala i kazdy jeden kundel sie od Malej natychmiast odczepia. Wracajac do tematu. Wlascicielka ONa z tej przygody to tak, jak zero wlasciciela. Pies biegnie jak wariat, nie macie szans na ucieczke. Cel jest wiadomy, stan psychiki rowniez, wlasciciel do d.... Byc moze najlepsza forma obrony w takiej sytuacji jest gaz pieprzowy. Zarowno dla zazegnania konfliktu jak i dla edukacji wlasciciela. To dosc ostra ingerencja w psia psychike, ale jezeli ow ON ma tak pokrecona psychike, jaka ma, nie zawahalabym sie go uzyc. Byc moze potem mozna cos idiotce wytlumaczyc, porozmawiac... Jezeli do niej nie dotrze, to trudno.
No wlasnie. Caly czas przeciez rozwazamy problem z zalozeniem, ze pies - przeciwnik jest NORMALNY. (...)
Wcale nie. Nie mozemy tego zakladac. Zdarzaja sie rozne psy, a sama piszesz dalej, nie mozna poznac na pierwszy rzut oka czy pies jest normalny czy nie. I dlatego wlasnie tak naprawde nie wiadomo czy ingerowac w walke czy nie.
(...)Ten ON pewnie nie byl tak do konca zrownowazony. Aniu, w takiej sytuacji jak tamta z Guyem, tez nie czekalabym. caly problem w tym zeby w pore ocenic, czy to prawdziwa grozna walka, czy tylko przedstawienie. Nie wiem czy da sie to zrobic. Faktycznie, wyglada na to ze gaz w kieszeni nie zaszkodzi, a moze pomoc. Pod warunkiem, ze nie atakuje sie nim kazdego psa, ktory sie pojawi na drodze ;))) wspolczuje Ci wrazen, choc odleglych...
Ja go pamietam jako malego szczeniaka. Bawila sie nim kilkunastoletnia wtedy dziewczynka, ktorej pozniej sie znudzilo. Brala go na rece ilekroc Guy lub inny pies chcial sie z nim powachac. Ten pies praktycznie nie mial zadnych swobodnych kontaktow z psami.
No tak, to wiele wyjasnia.
Mysle, ze prawdopodobienstwo krwawej jatki miedzy psami, zachowujacymi sie wobec siebie normalnie jest dosc male. A moze nalezaloby najpierw zdefiniowac, czym jest "normalne" zachowanie?
Generalnie uwazam, ze my-wlasiciele jestesmy w stanie zrobic dla psa bardzo duzo, glownie z kwestii profilaktyki. Nalezy unikac trudnych dla psa i nas sytuacji, czyli po prostu miec oczy dookola glowy i reagowac, zanim pies to zrobi. Nie puszczac psa wolno w miejscu, skad w kazdej chwili moze wyskoczyc inny czworonog. Komunikowac sie w sposob sympatyczny, spokojny i rzeczowy z wlascicielem "przeciwnika" - w koncu chcemy osiagnac swoj cel, a wiec niedopuszczenie do konfliktu. Przepraszam, ze wyglaszam Wam truizmy, ale ja po prostu tak robie i to dziala.
Jednak nie chodzilo mi tylko o CS-y ale generalnie o odczytywanie zamiarow po subtelnych roznicach w zachowaniu tego drugiego psa . I tego sie szczeniak musi nauczyc, stad tak wazna rola socjalizacjii mlodych pieskow. Ten ON z poprzedniego maila nie zna psiego jezyka, gdyby znal nigdy by nie zaatakowal.
Mysle, ze dyskutujemy o nomenklaturze - CSy czy psi jezyk. Tak czy owak, masz absolutna racje: psa bezwzglednie nalezy socjalizowac i to nie tylko w odniesieniu do innych, roznych (dodam jeszcze nieagresywnych) psow, jak i ludzi i okolicznosci.
Jezeli moj mail nie byl klarowny, a bardzo sie staralam, to moze teraz znikna niejasnosci...
Nigdy nie ma idealnego rozwiazania, bo kazda sytuacja moze roznic sie nieznacznie.
Moim zdaniem potrzeba do tego dystansu i zrozumienia. Strasznie ciezkim bylo dla mnie przestawienie sie na jezyk psi, zwlaszcza w chwilach napiecia emocjonalnego. Ale staram sie jak moge i z dwojka moich psiakow doskonale zdaje to egzamin. Moj maz ciagle nie rozumie dlaczego tak, a nie inaczej, argumentujac "po ludzku". Gdyby Pasi mogl, chyba popukal by sie ze swojego lezenia w glowe. Moze po prostu nie potrafie przekazac tego, co czuje i co we mnie gra w danej chwili?
Bagi to dla mnie ogromne wyzwanie. Chce zeby byl ...hmmm...fajnym psem :-) I dlatego wole byc przygotowana na kazda ewentualnosc :-)
Wiesz co, wydaje mi sie ze najlepszym sposobem na uchronienie psa od "tragedii" jest po prostu danie mu mozliwosci nauczenia sie rozwiazywania konfliktow. Jesli bedziesz go ciagle przed tym chronic ze strachu ze cos mu sie stanie, on nigdy nie nauczy sie prawidlowej reakcji i nie bedzie umial sobie poradzic, a moze nawet sam bedzie prowokowal bojki ze strachu... chociaz to mi nie pasuje do RRa... na szczescie mialas juz swietny dowod tego, ze Bagi ma silny charakter, nie da sie zdominowac, a inne psy to wyczuwaja.
Ja mysle, ze konfliktow powinno sie unikac, przynajmniej w mlodym wieku. Pies uczy sie w zabawach z innymi psami i to mu w zupelnosci wystarczy na ewentualne "starcie" w przyszlosci, o ile oczywiscie bedzie mial szanse wobec "rywala".
To nie chodzi o to, ze bede izolowac Bagiego od innych psow- nawet nie przyszlo mi to do glowy. Bagi jednak nie ma jeszcze doswiadczenia w takich sytuacjach. Dlatego chcialabym aby na razie nauczyl sie od innych- starszych psow, ze nalezy przestrzegac zasad gry. Zeby nauczyl sie wysylac odpowiednie sygnaly, i zeby wiedzial, ze inne psy na nie reaguja. Chce go przynajmniej sprobowac uchronic od psow, ktore sa pelne zlosci i gniewu, ktore nie sa normalne.
Zapytajcie Gabi - na dworze rzadko ktory pies sie zblizy do Paska. One WIEDZA.
Zwykle tak sie dzieje, ale nie zawsze i nie wszystkie wiedza. Jednakze sytuacja jest nieco inna. Po pierwsze: pies jest na smyczy, a po drugie: daje mu czas i "luzna smycz" na zamanifestowanie swoich uczuc, po trzecie: sama interweniuje jesli Pasi nie zostaje zrozumiany, pokazujac zblizajacemu sie psu dlon w gescie "stop" (do tej pory dzialalo zawsze). Psy nastawione negatywnie nie podejda, zblizaja sie bez kompleksow natomiast wesole psiaki, zwykle mlode z rozmachanymi ogonami, zupelnie Paska nie czytajac, nie notujac, co wisi w powietrzu, ewentualnie namietnie przekazujac CSy, ktorych z kolei Pasi nie rozumie. Od razu daje znac wlascicielowi (ktory z reguly reaguje natychmiast dosc spanikowany), a jezeli to sie nie udaje, pozostaje mi zablokowanie kontaktu psow.
Masz racje. Tym bardziej ze starcie z jakims nie do konca zrownowazonym psem mogloby zostawic dla rocznego psa, psychicznie jeszcze szczeniecia, trwaly slad, i zadecydowac o jego stosunkach z psami na reszte zycia. Wiec jesli pies ma sie uczyc dyscypliny miedzypsiej, to lepiej od sprawdzonych psow ktore na pewno nie przekaza mu zlych wzorcow.
Zachowanie tej baby swiadczy prawdopodobnie o braku znajomosci psiej psychiki, a tacy wlasciciele sa najgorsi...

Z jednej strony zgadzam sie z toba, ale uwazam, ze jezeli do jakies bojki moze nie dojsc- to niech nie dochodzi.
To fakt. Tylko ze to najlepsze co mozesz zrobic w takiej chwili.
To nie chodzi o to, ze bede izolowac Bagiego od innych psow- nawet nie przyszlo mi to do glowy. Bagi jednak nie ma jeszcze doswiadczenia w takich sytuacjach. Dlatego chcialabym aby na razie nauczyl sie od innych- starszych psow, ze nalezy przestrzegac zasad gry. Zeby nauczyl sie wysylac odpowiednie sygnaly, i zeby wiedzial, ze inne psy na nie reaguja. Chce go przynajmniej sprobowac uchronic od psow, ktore sa pelne zlosci i gniewu, ktore nie sa normalne.
Duzo bylo rozmow na temat psow i ich walk miedzy soba,na naszej liscie.Ja mam wrazenie, ze chyba nigdy do konca nie bedziemy wiedziec jak postapic. Nie mozna przypiac jednej reakcji do zachowania psow. Zdazaja sie rozne psy, rozne okolicznosci, potrzeba naprawde ogromnej wiedzy na temat psich zachowan i gestow jakimi sie porozumiewaja aby zawsze w 100% dobrze ocenic sytuacje.
Epir niedlugo skonczy rok. Zdajemy sobie sprawe, ze bedziemy miec z nim problemy, tylko innego typu. Chodzi tu bardziej o agresje w stosunku do innych psow, co juz teraz nie daje nam spokoju.
I teraz ja zadaje Wam pytanie: co zrobic, by zniechecic psa (i to cholernego rodezyjskiego terytorialiste) do atakow na inne psy? Z suczkami zyje dobrze, ale na wszystkie psy, ktore nie uszanuja jego wyzszosci rzuca sie...
Na razie ograniczamy sie do unikania takich sytuacji, ale nie zawsze jest to mozliwe. Gdy mijamy inne psy, ktore ida na smyczy (Ep jest na smyczy rowniez), robi sia dwa razy wyzszy, dwa razy szerszy i w ogole... Staramy sie odwrocic jego uwage, ale... coz, nie zawsze sie to udaje i czasami niestety warczy na tego przechodzacego. I najgorsze jest to, ze jest on przekonany o swojej nieodwolalnej wyzszosci. Jeszcze zaden pies nie dal mu porzadnie w ciry. Czasami przychodzi mi do glowy, czy by to nie pomoglo, choc z drugiej strony mysle, ze to nie jest dobra metoda:(((
Naprawde? Bagi jest troche starszy od Epira, ale nie mam takich problemow. Wrecz przeciwnie to straszny dzieciak jeszcze :) Do wiekszosci psow podchodzi i oferuje zabawe.
Zdarzaja sie oczywiscie sytuacje, ze pies do zabawy sie nie nadaje (ja tego od razu nie wiem, choc widze po Bagisiu, ktory to wie od razu) wtedy oba obchodza sie powoli dokola i rozchodza. Musze Wam napisac, ze dotad nie zdarzylo sie aby Bagi zaczal "bojke".To znaczy inaczej: Z mojego punktu widzenia to nie on ja zaczynal. Kilka razy jednak pies go zaatakowal. Po prostu niby sie wachaly-oba najezone jak diabli, oba "rosly", i wtedy ten drugi podrywal sie na dwie nogi i rzucal. Ostatnio taka sytuacje mialam z Mastifem hiszp., z ktorym zreszta Bagi kilka tygodni predzej bawil sie. Podeszly do siebie, i nagle Maftiff podskoczyl z zebiskami na Bagille. Ha, ale Bagi sobie w kasze dmuchac nie da. Po 5 minutowym przedstawieniu (w tym czasie ja sie bilam z myslami co robic, a moje kolana rozdygotaly, ze hej) psy znowu zaczely sie obchodzic dokola- zawolalam Bagiego, na Mastiffa rzucila sie ze smycza wlascicielka. I poszlismy sobie.Zapewne wygladalo to straszniej, niz bylo w rzeczywistoswci.W tym momencie przypomnialam sobie nasze maile na ten temat, wiec nie ingerowalam (choc gdyby to trwalo dluzej, to moze bym zaczela, bo nie wygladalo ciekawie).

Mysle, ze wlasnie jednak powinniscie jak najczesciej pozwalac na kontakty z innymi psami (bezsmyczowe!). Jesli bedziecie go izolowac (zwlaszcza w tym krytycznym "nastolatkowym" okresie) to nie nauczy sie jak rozmawiac z innymi psami, jakie jest jego miejsce w spolecznosci - to jest tez krytyczny okres, nie tylko szczeniaczki potrzebuja socjalizacji z psami i ludzmi. Nie pamietam czy pisalam na te liste o swoich problemach z Denarem. Teraz ma rok i 9 miesiecy i chyba najgorszy okres za soba. Spotyka obce psy obwachuja sie i rozchodza na sztywnych lapach lub probuja bawic. Acha, to, ze nie jest "najlepszy" i inne psy moga nad nim gorowac to tez nalezy do "ustawiania sie" w zyciu (Denarowi lomot spuscil malamut, rozlozyl na lopatki a potem z godnoscia odszedl) - nauczyl sie, ze nie kazdy pies przepusci takie bezsensowne agresywne zachowanie.
wskakuj na górę