<--
-->
Musze przyznac, ze troche zabolala mnie e-mail, ktora otrzymalam od Gabi
["po co Wam pies, skoro przebywacie tyle czasu poza domem"], w odpowiedzi na
nasz dylemat. My takze zdajemu sobie sprawe z tego, ze psu nalezy poswiecac
duzo czasu, ale niestety majac hipoteke za dom na glowie nie jestesmy w
stanie poswiecic naszej pracy.
Moze troche zle sie wyrazilam, nie tyle zabolala mnie Twoja szczerosc, co bolesnie
uzmyslowila mi, ze decydujac sie na R.R. w naszej sytuacji, to moze
rzeczywiscie podejmujemy z mezem zbyt pochopna decyzje...
Naszym najwiekszym dylematem jest to, ze bardzo czesto oboje z mezem jestesmy poza domem
od 8-ej to 17-tej, no i oczywiscie juz teraz martwimy sie czy nasz Ridgeback bedzie w
stanie wytrzymac bez nas przez tyle godzin. Jaka jest opinia i rady innych czlonkow klubu,
juz posiadaczy Ridgebacks, na temat zostawiania Ridgbacks samych w domu? Wszystkie
odpowiedzi, szczegolnie te 'bolesnie szczere', beda mile widziane.
Nie zmienilam swojego zdania, dalej uwazam, ze taka sytuacja jest bardzo
trudna dla psa, a z czasem moze byc i dla Was.
A czy macie mozliwosc zabierania psa ze soba do pracy przynajmniej raz-dwa w
tygodniu? Jaka jest opinia hodowcy o tym, ze szczenie bedzie samo przez
wiekszosc dnia? To ostatnie pytanie zadaje z czystej ciekawosci, bo wielu
hodowcow, ktorych znam, bardzo kwestionuje ten fakt.
Masz Gabi racje, ze wielu hodowcow kwestionuje ten fakt, my wprawdzie spotkalismy sie do tej
pory tylko z jednym, ktory to zakwestionowal. Na pewno przedyskutujemy ten
dylemat raz jeszcze z naszymi hodowcami.
Moj maz mialby mozliwosc zabierania psa ze soba do pracy, tyle ze spedza on
wiekszosc czasu 'w drodze'.
Przyszlo mi do glowy pewne rozwiazanie, ktore mogloby pomoc w znacznym
stopniu. Gdyby stac Was bylo na utrzymanie dwoch psow, fajna rzecza byloby
na przyklad wziecie kilkuletniego wysterylizowanego rodezjana plci
przeciwnej z rescue zanim przybedzie Wasz maluch. Szczeniaczek nie bylyby
sam, mialby "nauczyciela" i towarzysza zabaw. Mysle, ze warto zasiegnac
opinii znawcow tematu, zasiegnac jezyka u hodowcow i w klubie.
W Ontario jest dosyc ciezko dostac Rodezjana z rescue (wielu chetnych). Co
sadzilybyscie o malym kotku, ktory moglby sie wychowywac razem z psiakiem?
Kot to zupelnie nie to samo, co pies, moglby skrzywdzic szczeniaczka badz
odwrotnie. A moze moglibyscie pojechac po rodezjana z rescue do Stanow? Tam
jest ich ciagle sporo.
Ten pierwszy etap zycia pieska jest bardzo wazny.
Mozna go wtedy bardzo duzo rzeczy nauczyc w zabawie.Wlasciwie wtedy
ksztaltuje sie go na cale jego dorosle zycie. Nasz / moj i mojego
meza Irka / Hekima przylecial samolotem i pierwszego dnia i pierwszej
nocy pobytu w Polsce spal prawie caly czas. Bardzo sie ucieszylam,
ze mamy takiego grzecznego i spokojnego pieska. Ale to bylo tylko
zmeczenie po locie . Hekima szybko pokazal, ze jest bardzo zywym i
ciekawym wszystkiego co go otacza. To byl cudowny okres w jego i
naszym zyciu. Przed Hekima mielismy sznaucera olbrzyma, ktorego
kupilismy gdy mial juz 10 miesiecy. Oszczedzilo to nam okresu
siusiania itd.,ale tez pozbawilo przygladania sie jak dorasta i
wplywu na jego rozwoj.
Hekima coraz dluzsze przerwy w spaniu
wykorzystywal na zabawy i psoty. Gryzl wszystko co mu wpadlo w zabki
i pazurki, biegal, podskakiwal i bardzo zabiegal o nasze towarzystwo.
Bawilam sie z nim bardzo czesto wykorzystujac do tego jego zabaweczki
i powoli uczylam go ladnie sie wystawiac, siadac, warowac i stac na
moja komende. Poswiecalam mu bardzo duzo czasu. Na poczatku czesto
budzil sie w nocy chodzil i piszczal szukajac mnie. Wstawalam do
niego / nie wpuszczalam go do naszej sypialni, nie chcialam dopuscic
do tego, zeby wchodzil na nasze lozko / szlam na jego legowisko,
siadalam a on kladl lepek na moje kolana, wtulal sie i tak
zasypial.Znajomi, lacznie z moim mezem smieli sie ze mnie, ze
rozpieszczam psa. Stopniowo spal coraz dluzej bez budzenia, az
przestal w nocy szukac schronienie u mnie.
Wyrosl na bardzo milego,
spokojngo, zrownowazonego i nie bojacego sie niczego pieska. Ma do
mnie ogromne zaufanie i slucha sie mnie za wyjatkiem sytuacji gdy
goni za zwierzyna po lesie. W rownie lagodny sposob nauczylam go
siusiac na dworzu. Przez caly ten czas nigdy nie zostal uderzony, a
kara dla niego to ostrzejsze slowa typu "fe", albo "brzydki piesek".
W tym przydlugim wywodzie chcialam Ci powiedziec, ze dobrze by bylo
gdybyscie mogli sami ulozyc psa, a najlepiej to zrobic w jego
poczatkowym okresie zycia. Pies to troche jak male dzieco, zostawiony
sam bedzie czul sie osamotniony. Naturalna potrzeba zabawy, przerodzi
sie w psoty, ktore beda dla Was uciazliwe. Trzeba bedzie po przyjsciu
z pracy wziac sie do sprzatania zamiast do przyjemniejszych
rzeczy /przezylismy kilka "sniezyc puchowo-gabkowo-piankowych" z
porwanych legowisk/.Karcony nie bardzo bedzie wiedzial za co.
Rhodezian jest psem gonczym i musi sie wybiegac.Jeden wiekszy spacer
dziennie wystarczy. Ale tez lubi towarzystwo. Nasz, obecnie roczny,
zostawiony dluzej sam, potafi poszarpać swoje legowisko, pogryzc
zostawione kapcie i doszczetnie "przeczytać" gazety.
Jednak zostawanie samemu jest nadal problemem. Co ja mowie problemem, on
praktycznie nie zostaje sam. Chodzimy w wiekszosc miejsc razem, czy to na
spacer, czy na zakupy, czy do znajomych. Nieciekawie jest dopiero wtedy, gdy
moje zajecia pokrywaja sie z godzinami pracy moich rodzicow. Do tej pory
Bagi byl sam w calym domu chyba przez 30-45 min. On po prostu towarzyszy mi
we wszystkim, czasami mysle, ze to niedobrze, ale kto by sie mogl gniewac za
to, ze chce z toba byc.
wskakuj na górę