<--
-->
....noge czasem podnosi, a czasem nie. Nie w tym rzecz jednak. Zaskoczyl
mnie dzisiaj zupelnie innym zachowaniem niz dotychczasowe. Na spacerze
spotkal sie po przerwie (ok miesiaca) z troche starszym ONem, zaczeli
ganiac, ale zauwazylam w pewnym momencie, ze zabawa przestala sie Denarowi
podobac, owczarek byl za brutalny, Denar na poczatku skulil sie (tak do tej
pory robil, dal sie nawet kiedys pogryzc Goldenowi, siedzac i kulac sie), a
potem warknal i odslonil zeby. Poskutkowalo, owczarek spotulnial. Potem
obchodzili sie na sztywnych lapach, znowu Denar mignal zebami, potem znowu
ganiali, ale Denar juz nie z takim zaangazowaniem. Jeszcze pare razy
blysnal zebami, za kazdym razem usadzajac ONa. Przy okazji ogromnie mu sie
zmienial wyraz pyska. Zawsze dotad byl taki ciapowaty...Reakcja Denara byla
OK. To byla obrona a nie zaczepka, wiec mnie nie zaniepokoila.
Myślę, że to dość normalne zachowanie. Próg reakcji (w zasadzie zawsze
skutecznej) wyraźnie obronnej, ale nie zaczepnej jest u naszego Simby
położony bardzo wysoko. Jeśli już jakiś inny pies badzo mu dokuczy to w
praktyce taka zmiana nastroju wygląda tak jak opisałaś.
Mysle, ze nie ma najmniejszego problemu. Denar dorasta, zmienia sie jego
postrzeganie swiata i innych psow, zapewne sam nie umie sobie poradzic z
niektorymi reakcjami. Aczkolwiek szybko zrozumie (o ile juz ich nie zna)
swoje mozliwosci i byc moze zacznie ogarniac i kontrolowac swoje terytorium.
Mysle, ze wyrasta Ci rodezjan z krwi i kosci, niezalezny, terytorialista,
czasem niezadowolony z towarzystwa, zapewne bez tolerancji (albo z
wybiorcza) dla innych samcow.
Wiesz, probuje go socjalizowac ile sil. Zarowno z obcymi dziecmi,
doroslymi ludzmi jak i psami. Moj cel to wychowanie psa, ktory nie jest
glupio agresywny - bo nie wie jak sie zachowac. Na razie jest OK. Ale zmiana
opisana w poprzednim mailu utrwalila sie: Denar uzywa tego swojego blysku
zebow w ostatecznosci, i ku mojemu zdziwieniu wystarcza to by powstrzymac
warczace na niego psy. Sam nigdy nie zaczyna. I nigdy nie warknal na Guy'a,
mimo, ze Guyowi sie zdarza warknac na Denara (gdy szczeniak za bardzo juz mu
da w kosc).
No i dobrze. Stanelabys w obliczu powaznych problemow, gdyby Denar zaczal
podskakiwac.
Nie znam ANI JEDNEGO rodezjana, ktory
odnosilby sie poblazliwie do ochrony swego terenu i dlatego pytalam Artura o
zachowanie Simby.
No to chyba Denar bedzie pierwszy! :-) On raczej nie broni mieszkania
przed intruzami. I bardzo sie cieszy z wizyt gosci, ktorych jeszcze nie
widzial. Zdarza mu sie jedynie poszczekiwac (tak bez otwierania pyska) i
powarkiwac na jakies niepokojace go rzeczy ktore slyszy, ale robi to z
niepewnosci, ze strachu przed nieznanym.
Nie mialam na mysli ludzi, jedynie psy i to samce.
W pewnej mierze sa to cechy indywidualne, ale w duzej: cechy rasy. Niemniej
jednak z reguly takie przejawy dominacji to wiecej "krzyku" i klapania
szczeka, niz cokolwiek innego.
Czy Pasiemu zdarzyl sie jakis powazniejszy konflikt z innymi psami?
Byl wtedy na smyczy? Jak wtedy zareagowalas?
Do tej pory nie bylo powazniejszego konfliktu. Aczkolwiek, jak sama wiesz,
Pasi aniolkiem nie jest.
Kladlam to na karb moich wymagan wobec psa i niewlasciwego wychowania, ale
inni ludzie, inaczej wychowane psy (nie tylko rodezjany), rozne sytuacje
sprawily, ze zmienilam zdanie. Jego zachowanie zalezy od bardzo wielu
czynnikow. Na smyczy jest bardzo bynczuczny ale to normalne, kiedy ma
"zaplecze" w postaci przywodcy stada. Jezeli prowadzi go moj maz (uzywajacy
obrozy zaciskowej), Paska denerwuje kazdy samiec, chocby mikroskopijny.
Jezeli idzie ze mna (zrezygnowalam z dlawika na rzecz zwyklej obrozy
nylonowej), nie odczuwa potrzeby zawracania sobie glowy mniejszymi pieskami,
chyba ze mu podskakuja. Jest natomiast bardzo wyzywajacy wobec duzych samcow
(rottweilery, dobermany, kudlacze, sznaucery), wgapia sie w nie, ewidentnie
szukajac guza. O tym wlasnie chce porozmawiac z Turid - jak wrocic u niego
owego psiego jezyka.
Biegajac wolno natomiast, Pasi zmuszony jest samodzielnie podejmowac decyzje
odnosnie swego zachowania. Kilkakrotnie stanal twarza w twarz z rowniez
biegajacym wolno dobkiem czy boksiem - psy obeszly sie dookola, zjezone i na
sztywnych lapach, ale rozeszly bez konfliktu. Moja reakcja byla zadna -
szlam dalej, zerkajac na psy (bo co mialam robic wobec jedynie ewentualnosci
walki?), aczkolwiek bardzo sie denerwuje w takich sytuacjach i serce mi
wali, jak mlotem. Kilkakrotnie Pasi stal bez smyczy, zjezony, metr od
nielubianego przez siebie psa o nieco mniejszych gabarytach i dal sie bez
problemu odwolac przez mnie. Kilkakrotnie rzucil sie na male, zaczepne i
jazgoczace pieski po to tylko, zeby stanac nad nimi i duzo krzyczec. Bylo to
raczej komiczne, bo te malenstwa nie przestawaly jazgotac, majac nad soba
"potwora". A "potwor" za chwile przybiegl z powrotem do pani.
Natomiast bedac na spacerze z Jackiem, Pasi wdal sie w konfikt z
labradropodobnym psem, ktory ani myslal sie podporzadkowac. Moj maz
twierdzi, ze nie wygladalo to rozowo, a Pasi wrocil z przegryzionym uchem
(raczej wypadkiem przy pracy, niz skutkiem zamierzonego ataku). Dodam, ze
nie dal sie odwolac.
Kiedy Pasi spotkal sie z prawie rocznym wowczas Hekima na neutralnym terenie
i w milej atmosferze, nie wiedzial, co robic. Znal Hekime, Ewe i Irka, nikt
tu na nikogo sie nie denerwowal. Pasi skakal to na mnie, to na Jacka,
kompletnie bezsilny, szukajac jakby rady i pomocy. Hekima warknal raz i
drugi, Pasi odszedl. Z czasem jednak zaczal nabierac wiecej pewnosci siebie,
tu i tam przesliznal sie glowa po Hekimy karku. Z kolei Hekima stracil rezon
i zaczal sie nieco bac. Nie mielismy okazji, aby pozwolic psom na ustalenie
hierarchii, ale z pewnoscia bedzie na to szansa.
Sumujac: Pasi ma jeszcze kielbie we lbie. Wie, ze dzwonia, ale nie wie, w
ktorym kosciele. Mysle, ze sie ustatkuje, ale zanim to sie stanie, musimy
sie troche pogimnastykowac. Tymczasem cwiczymy rozne inne komendy,
zastepujace potencjalny konflikt (ach, jak Pasi nie cierpi siadac, kiedy
pare metrow od niego idzie rottweiler i sie w niego wgapia!!!!)
Wcale sie nie dziwie, ze nie cierpi wtedy siadac! Dla niego to zadna
przyjemnosc: przeciez siadajac mowi tamtemu psu, ze sie podporzadkowuje! To
wydaje mi sie tlumieniem, a nie rozwiazaniem problemu.
Przede wszystkim jest to sluchanie przewodnika stada wowczas, kiedy
chcialoby sie tego nie robic. Siadanie w sytuacji, gdy obydwa psy dzieli
parenascie metrow i obydwa sa na smyczy nie jest oznaka podporzadkowania
sie. Jest to jeden z "calming signals". Byc moze zle sie wyrazilam, ale psy
mijaja sie w odleglosci parudziesieciu metrow, dzieli je spory trawnik.
Nie bede Cie przekonywac do klikerowej metody radzenia sobie z problemem, ale na wszelki
wypadek, gdyby Ci sie nie obila o uszy w skrocie ja opisze. Ogolnie, chodzi
o to by widok obcych psow, nawet warczacych milo mu sie kojarzyl ( :-) i nie
z walka, ktora psy moga polubic dla samej walki, wtedy jest gorzej). A wiec,
gdy Pasi sztywnieje na widok innego psa, po pierwsze nie idziesz na wprost
tego psa, ale lukiem - jest to sygnal uspokajajacy, po drugie zachecasz go
by na Ciebie przez moment popatrzyl . Gdy popatrzy nagradzasz (nie slownie,
ale smakolykiem i to dobrym). To w skrocie tyle. PO wielu powtorzeniach
masz psa, ktory zamiast sie jezyc na widok innego patrzy na Ciebie i czeka
na smakolyk (olewajac tego innego psa). Jest rowniez glebsza filozofia w
dawaniu smakolykow zdenerwowanym psom: przy jedzeniu wydziela sie jakis tam
hormon, przy okazji poziom adrenaliny spada.
Robie to, o czym piszesz, a przynajmniej tak mi sie wydaje, ze to to samo.
Poza uzywaniem klikera. Zawsze omijam lukiem innego samca, czasami Pasi
dostaje komende "rownaj", czasami "siad", czasami staje przodem do niego i
"rozmawiam" z nim, czasami odwracam go w druga strone i wolam slodko po
imieniu, czasami mowie krotko: "nie" - akcje sa bardzo rozne, ale zawsze z
nagroda (Pasi nie przepada za smakolykami, ale bardzo go ciesza "szalone"
pochwaly). Widze, ze Pasi sie zmienia. Po trochu, krok po kroku robi sie
spokojniejszy wobec innych psow.
Na osiedlu Simba ma 2-3 psy, na ktore reaguje ewidentnym brakiem
przychylnosci. Shar pei mieszkajacy pietro wyzej teraz musi miec sie na
bacznosci - ale wczesniej to on przy kazdym spotakniu napinal na Simbe swoje
miesnie,a raz nawet skubnal go spontanicznie w udo (bez walki, skorzystal z
okazji, ze Simba przebiegal mu doslownie przed nosem). No i teraz nasz sie
jezy i widac, za chcialby "zjesc" sasiada. Zona musi go trzymac na smyczy,
ja wystarczy, ze powiem "nie zaczepiaj" i moga sie minac w odleglosci pol
metra. Wiec chyba nie najgorzej.
Czy to rowniez tak wyglada, gdy drugi pies to ewidentny "zaczepiacz" lub gdy na przyklad
atakuje?
Jesli inny pies zaatakuje tj. rzuci sie z zebami to Niuniek (tak Simba ma na
drugie) oczwiscie podejmie wyzwanie, ale jesli jest to "tylko" czyste
okazywanie agresjii (warczenie, szczekanie), chocby z bliskiej odleglosci,
to bedac przy mnie z sugestia "nie zaczepiaj" Simba minie innego psa caly
spiety, wyprezony, z naprezonym jak wieza Eiffla ogonem, ale sam nie
zaatakuje.
Zdarzylo mu sie rzucic na inne psy, ale b. sporadycznie - ostatnio w
sytuacji, kiedy w lasku na Kole przez 2 godziny towarzyszyl nam sympatyczny
bokser, ktory zachowywal sie jakbysmy wyszli na wspolny spacer. Zachecal
mnie do rzucania patykow, szczekal z zadrosci na Simbe i generalnie byl dla
mnie zbyt otwarty. Simbie od poczatku nie podobalo sie towarzystwo nieco
nachalnego kolegi. Staral sie go odseparowac od nas swoim cialem. Byl
wyraznie spiety i zestresowany, ale nie agresywny. Rzucil sie dopiero przy
ktorejs kolejnej podjetej przez bokserka probie gwaltu, czyli w obronie
wlasnej godnosci. I wowczas balem sie o obydwa psy. Ale po rozdzieleniu psow
(tj. zdjeciu Simby z lezacego na ziemi na wznak pieska) wspolny spacer trwal
nadal bez zajadlej agresji.
wskakuj na górę