<--
-->
Jestem ciekawa waszych nie tylko rodezyjskich ale rowniez konsko-rodezyjskich historii
(o ile to mozliwe).
Ja nie mam zadnych takich historii, niestety. Chyba nie jezdzilam odkad mam Denara.
Wiem tyle, ze konie raczej ignoruje. Jesli chodzi o Guy'a to owszem, lezal na waruj
przy ujezdzalni i czekal az skoncze jezdzic, ale koni raczej nie lubi.
Sab panicznie boi sie koni. Krowy obwachuje spokojnie, ale moze dlatego ze krowa jest malo ruchliwa i spokojnie przeczekuje jej ciekawosc. Na widok konia saba odskakuje kilkanascie metrów od drogi i przeczekuje z podwinietym ogonem i najezonym grzbietem.
Czy Wasze rodezjany towarzysza byc moze w czasie jazdy konnej? A jak się zachowują w obecności koni?
Dla mnie waznym elementem socjalizacji mojego szczeniaka bylo wspolzycie z konmi. Ale obawiam sie, ze popelnilam gdzies blad. Obecnie boje sie doprowadzic do konfrontacji Rabango z koniem. On traktuje konie, jak wielkie pieski i ma ochote obwachac je z bliska. Przezylam juz korride Rabucha z mlodym byczkiem. Oczywiscie jak na mistrza unikow przystalo, Rabus wyszedl z niej calo, a przeciez chcial tylko powachac tego zwierzaka.
No i doczekalismy sie! Pojawil sie na liscie temat RR i kon. W zwiazku z tym, ze Epir niemalze "wychowal" sie w stajni, sprobujemy cos madrego
napisac na ten temat. Igusia (nasz kon) jest z nami prawie od 3 lat.
Szczerze mowiac obawialismy sie, jak przyjmie swego mlodszego 4-noznego
braciszka. Gdy Epirek mial ok. 4 miesiecy zaczelismy zabierac go do niej w odwiedziny. Wyprowadzalam ja przed stajnie, czyscilam... w tym czasie Tomek krecil sie przy nas z Epirkiem, a ten ogladal sobie Igusie. Nigdy nie pragnal (samam sie troche dziwie czemu?) obwachac jej, ugryzc, obszczekac, czy cos w tym rodzaju. Po prostu przyjal to jak jakis aksjomat, ze Iga jest i koniec i nie robi sie z tego afery. I tak mu zostalo do dzis. Iga poczatkowo nie zwracala na niego zupelnie uwagi, potem, gdy zmiarkowala, ze ten rudzielec jest jej nieodlacznym towarzyszem zaczela go tepic. Polegalo to mniej wiecej na tym, ze pilnowala, by trzymal sie od niej w bezpiecznej odleglosci; a wiec gdy przypadkiem radosnie lecial do niej na wybieg, ona gonila go "z zebami". Smialismy sie co niemiara, bo znamy Igusie na wylot, a
ona z natury jest urodzona pacyfistka. To zachowanie bylo wszystkim, na co bylo ja stac w stosunku do Epirka, nigdy nie kopnelaby go czy cos w tym rodzaju... Ep uszanowal to, pogodzil sie z tym bez urazu i bez zalu.
Oczywistym stalo sie dla niego, ze 1-2 metry to idealna odleglosc do Igusi, gdzie wilk jest syty i owca cala. W ten sposob Ep towarzyszy nam we wspolnych przejazdzkach, nigdy nie zdarzylo mu sie zaplatac w konskie kopyta. Musze tu dodac, ze Iga jest koniem o specyficznym charakterze i zawsze (mimo, ze Ep ja troche irytuje) bardzo na niego uwaza.
Epir wsrod koni czuje sie pewnie. Nauczyl sie, ze nalezy trzymac sie od nich z daleka. Nigdy nie dopuscilismy do takiej sytuacji, by ganial wsrod nich, wiec nie doznal z ich strony niczego przykrego. Widzial natomiast wielokrotnie stado koni galopujacych z wybiegu, czy na wybieg i (tak sobie to tlumaczymy) chyba uszanowal ich sile i wielkosc.
Jesli chodzi o jego "milosc" do Igusi to mysle, ze jest w niej cos
specyficznego. Gdy wchodzimy do stajni pierwszy leci na jej koniec, pod boks Igusi i czeka na to, by go otworzyc. Igusia wystawia swa ruda lepetynke, on zbliza sie na "bezpieczna" odleglosc, odbywa sie cos w rodzaju przywitania: Epirek poddanczo macha ogonkiem, Iga zaczyna tulic uszy... i Epirek leci juz dalej. Musi przeciez skontrolowac, co sie dzieje na terenie "jego" stajni, u "jego" konikow. Gdy jezdze na ujezdzalni Ep jest caly czas przy nas, znosi sobie patyki, gania w piachu (to jego pasja), kopie dziury, czyli ogolnie mowiac ma godzine luzu. Czasem tez biega za Igusia doskonale sie przy tym bawiac, zachowujac zawsze bezpieczna odleglosc. Gdy jedziemy w teren jest
przy nas zawsze blisko. Odpukac, ale jeszcze sie nie zdarzylo, by za czyms pogonil (co zdarzylo nam sie, gdy spacerowalismy na pieszo). Mysle, ze widzac mnie na koniu bardziej sie pilnuje. Cieszy mnie to, ze udalo nam sie przyzwyczaic Epira do koni. Nie ukrywam, ze postawilam sobie to jako glowne z zadan "wychowawczych " psa, wiedzac, ze duzo czasu spedzam w stajni i ze nasz pies musi byc tego nauczony. No i udalo sie:)))
Teraz Igusia niestety jest rekonwalescentka, sezon mamy z glowy, chodzi
tylko na spacery stepem, czym Epir jest bardzo rozczarowany. Na wiosne na szczescie wrocimy juz do normalnej pracy, co Epirkowi tez wyjdzie na
zdrowie, bo dobra kondycja Igusi, to i jego kondycja...!
No i jest jeszcze jedna rzecz, ktora zawsze dodaje mi sil w trudnych
chwilach. Wiem, ze zwierzeta mnie kochaja. W przypadku psa moze to nikogo nie dziwic, ale w przypadku konia nie jest to czeste zjawisko... Gdy wchodzimy z Epirem do stajni i Iga uslyszy mnie, gdy cos do niego mowie (najczesciej: Epus, lec do Igusi), zawsze radosnie rzy. Slodko z jej strony, co? Ale jest jeszcze cos. Moja dobra kolezanka, ktorej kon stoi obok Igusi powiedziala mi, ze gdy Iga uslyszy trzask drzwi auta i dzwiek alarmu, gdy je zamykam, juz wtedy sobie cicho rzy i drepcze w boksie poddenerwowana.
Fajnie, ze moj kon kojarzy sobie ze mna (i z Epirkiem) wszystko co
najlepsze. Z reszta nie ukrywam, ze w "wychowanie" konia i jego trening
wlozylam bardzo duzo serca, czasu i zaangazowania, co procentuje:))))
Ale sie rozpisalam... gadula ze mnie. No ale zanim pojawil sie RR, to w moim zyciu zawsze KON stal na piedestale! Ach, lepiej nie ruszajcie juz tego tematu, bo ja moge pisac, pisac, pisac, pisac... i niektorych pewnie zanudzic:))))
Jesli chodzi o kaganiec, jak juz pisalam, od tygodnia mniej wiecej chodzi w
kagancu gdy puszczam go luzem. Kaganiec ma plastikowy i trze nim o podloze.
I nie wiadomo z jakiego powodu zrobily mu sie pryszcze tam gdzie kaganiec
moze miec kontakt z pyskiem. Wet powiedzial, ze moze to byc alergia. Wiec,
smarujemy pysio mascia, kaganiec moczymy w detergencie - wet powiedzial, ze
detergent wyplukuje paskudztwa, ktore moga uczulac. A Denar, dzisiaj rano
byl w skorzanym kagancu Guy'a. Jest chyba wygodniejszy dla psa.
Oh tam, nie przesadzaj, wypracowanie na 5! :)
Och, nie zanudzilas , wrecz przeciwnie, prosimy o wiecej takich psio-konskich historyjek. Troche tez wiecej wiemy o Was :-))
Jesli chodzi o stosunek Denara do koni, to jest raczej obojetny. W
Pecicach, gdzie jezdzimy sobie cwiczyc agility, tuz obok jest wybieg
dla koni i zawsze ze dwa konie tam sie pasa. Jak dotad nie mialam z
tym zadnego problemu (w przeciwienstwie do wlascicieli innych
cwiczacych pieskow).
Paulino nawet nie wiesz jak bardzo Tobie zazdroszcze! Wymarzylam sobie jazde konno w towarzystwie mojego rodezjanka. Kocham konie, choc napewno nie mam tak czestego z nimi kontaktu jak Ty. "Mam" za to klaczke, z ktora wzajemnie przypadlysmy sobie do gustu, niestety jest jeszcze mloda i plochliwa, balabym sie o Rabango. Poczatki socjalizacji Rabusia byly podobne jak u Ciebie, ale on dazyl do bliskiego kontaktu z konmi, psia brawura?!
Ale faktycznie aromaterapia w stajni, to jest to! Moze chce aromatyzowac sie blizej zrodla?
Jesli zas chodzi o relacje: kon - Mauzer, to jest po prostu fatalnie... Moj
pies dostaje niemal palpitacji na widok (lub sam zapach) konia. Jestem
jednak przekonana, ze jest to kwestia odpowiedniaj socjalizacji w mlodym
wieku. Mauzerek mial to nieszczescie, ze kiedy byl malutki, galopujacy kon
prawie go stratowal. Ja tez wtedy porzadnie sie wystraszylam, a co tu
dopiero mowic o trzymiesiecznym szczeniaczku...:((
Bardzo mnie cieszy, ze listopowicze to rowniez milosnicy koni;)))))
Jakos mi tak razniej na duszy...! Zycze wszystkim pieknych chwil spedzanych
z RRami no i konikami (w tle) ;))))
Bardzo fajnie opisalas ich stosunek wzajemny. Bagi konia widzial kilka razy, ale nie podchodzil, obserwowal tylko z daleka. Chyba troche gabaryty mu przeszkadzaly ;) Konia zna wiec lepiej po tym, co czasami po sobie zostawia na drodze ;)
PS. Zagadka: co jest dla Epira najbardziej atrakcyjna zabawka w stajni (procz miotel brzozowych, ktore bezlitosnie tarmosi)?
Typowalam kopystke jako po miotle najbardziej ulubione narzedzie
waszego pieska, przewinelam maila nizej i faktycznie! Taka mala
satysfakcja, ze zgadlam:-)
wskakuj na górę